Kup pan diament!
Kilka dni temu kolega namawiał mnie na udział w spotkaniu dotyczącym "Inwestycji w diamenty" (w Łodzi, w Polsce). Mam wyczulone ucho na wszystkie marketingi sieciowe, więc wyczułem, o co mu chodzi. Mimo to podjąłem tę grę, bo lubię różne spotkania "inwestycyjne", żeby zdobywać dziennikarski żer, no i robić zwiad dla Klubu Astrologii Finansowej. Być może okazja inwestycyjna czai się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa? Zapytałem tylko, czy jest to spotkanie niezobowiązujące, a kolega zapewnił, że naturalnie, zero zobowiązań.
Podpisałem cyrograf, że nie będę ujawniał zasad budowy sieci handlowej, ani prowizyjnej. Nie zamierzam też ujawniać nazwy firmy, która handluje diamentami, po prostu nie będę nikomu robił reklamy (albo raczej antyreklamy). Wydało mi się zabawne, że niedawno pewna firma sprzedająca proszki do prania w marketingu sieciowym nazywała wyróżniających się sprzedawców "diamentami". W jaki sposób firma sprzedająca diamenty będzie wyróżniała swoich wybitnych sprzedawców? Nazwie ich "Koh-i-noorami"?
Pierwsza część prezentacji była bardzo ciekawa. Dowiedziałem się różnych ciekawych rzeczy o samych diamentach, które z nich uznaje się za cenniejsze, że 57 szlifów w kształt "antwerpski" jaki widać na zdjęciu powyżej, powoduje że odbijają 95% światła. Dzięki temu diament się mieni i olśniewa. Przyniesiono też prawdziwe diamenty na spotkanie, więc miałem możliwość przekonać się, że rzeczywiście lśnią. Przy okazji, kiedy diament jest szlifowany w kształt antwerpski, traci się aż 70% surowca! Diamenty też bardzo trudno wydobyć, więc dlatego są one skoncentrowanym bogactwem. Wielu inwestorów właśnie tam inwestuje swoje bogactwo (diamenty inwestycyjne) i podobno 16% światowego bogactwa jest ulokowane w diamentach. Tak mi powiedziano na spotkaniu. Zaprezentowano też wykres, z którego wynikało, że cena diamentów ostro pnie się w górę. Niestety, wykres kończył się w 2007 roku, co już dawało sporo do myślenia.
Potem była część o zasadach funkcjonowania sieci handlowej i wynagrodzeniu prowizyjnym. Podpisałem cyrograf o tajemnicy, ale nawet choćbym chciał - niestety nic z tego nie zapamiętałem :-(. Do mnie przemawiają góra dwie liczby: ile prowizji dostanę, przy jakim poziomie sprzedaży. Wszystkie przeliczenia punktowe, procenciki od poziomów są kompletną abstrakcją. Lubię jasne, przejrzyste interesy. Nie lubię zagmatwania, cyrografów o tajemnicy i podstępnego wciskania mi umowy do podpisania.
No i właśnie, po tej części podsunięto mi jakiś papier zapisany drobnym drukiem. Zawsze dokładnie czytam wszystkie dokumenty przed podpisaniem, zadaję wiele trudnych pytań, czasem konsultuję się z radcą prawnym, czasem żądam zmiany warunków. Sprzedawcy robią miny, wzdychają, ale muszą odpowiadać na pytania, jeśli chcą ze mną robić interesy. Mając pieniądze to ja dyktuję warunki, a nie oni!
No i po przeczytaniu tego papieru oddałem go bez słowa.
- Co jest, Wojtek? - pyta ów kolega, który mnie zaciągnął na to spotkanie.
- Nic. Przeczytałem umowę i oddaję ją
- No to wypełnij dane osobowe i podpisz ją.
- Nie, nie podpiszę.
- Dlaczego?
- Dlatego, że nie chcę.
- No ale byłeś na spotkaniu, słuchałeś o wszystkim i wiesz, że tu nie ma żadnych zobowiązań.
- Zawsze kiedy jest umowa, zatytułowana "Postanowienia regulowane Kodeksem Cywilnym" to są jakieś zobowiązania, zarówno jednej, jak i drugiej strony.
- Ale tu jest napisane, że "w ciągu 30 dni możesz rozwiązać umowę, za powiadomieniem pisemnym".
- Tak, ale ja nie chcę kupować ani sprzedawać diamentów. Nie jestem zainteresowany. Straight decline.
Zawsze jest to samo. Sprzedawca sieciowy jest przyjacielski jak pies, bez przerwy się uśmiecha i mnóstwo mówi. A kiedy asertywnie odmawiasz, nie może uwierzyć, przekonuje, czasem łasi się, czasem grozi. A potem mina mu markotnieje jakby go oblać kubłem wody i już nie jesteś jego przyjacielem.
Potem na środek wyszedł prezes ze swoim podsumowującym spiczem. Wspomniał o kryzysie finansowym na świecie, ale podobno to właśnie miała być szansa dla diamentowego biznesu.
- Na wszystkich inwestycjach się traci, na akcjach, nieruchomościach, tylko diamenty od 100 lat ciągle zyskują na wartości!
Następnie złapał pisak i na tablicy namalował strzelisty wykres i oznajmił, że w 2008 roku cena diamentów wzrosła o +74%. Zapytałem, w jakiej walucie.
- W dolarach. Ceny diamentów są zawsze podawane w dolarach.
I tu nabrałem podejrzeń. Duuużych podejrzeń. Pomijam już fakt, że sam dolar bardzo zyskał na wartości w 2008 roku. Ale diamenty to towary luksusowe. Kiedy już jesteś najedzony, masz gdzie mieszkać, czym jeździć, masz plazmę i wakacje na Bali, to być może wtedy pomyślisz, co zrobić z pozostałym milionem dolarów. Ale problem w tym, że nawet najwięksi bogacze potracili ostatnio majątki przez ten kryzys. I co? Diamenty miałyby nie ucierpieć?
Wróciłem do domu i sprawdziłem ceny diamentów. Aktualne ceny diamentów podaje
IDEX Online. Oczywiście są różne diamenty, różne karaty, ale indeks IDEX to uwzględnia, sporządzając średnią cenę, bo inaczej nigdy byśmy nie wiedzieli, czy diamenty się opłacają czy nie. Obecnie wskaźnik IDEX wynosi... 110 punktów, a od listopada cena diamentów leci jak (nomen-omen) kamień w dół!

Źródło: IDEX Online Research
Ach, może to tylko chwilowe wahnięcie, zaraz diamenty odbiją, powiedziałby może sprytny sprzedawca.
Zobaczmy zatem na indeks IDEX z perspektywy 24 miesięcy:

Źródło: IDEX Online Research
Okazuje się, że cena diamentów przełamała linię wielomiesięcznego trendu rosnącego! Ceny diamentów nie wzrosły o +74% ani w 2008 roku, ani nawet w 2007 roku. Tak naprawdę znaleźliśmy się o 10 procent powyżej ceny z czerwca 2004 roku. Firma XXX sprytnie zabroniła nagrywania wykładu, zabroniono robienia zdjęć. Dzięki temu nikt, kto przystąpiłby do tego marketingu sieciowego i poniósł straty, nie udowodniłby za kilka lat, że prezes kłamał.
Jeszcze jedna statystyka, już bez wykresu.
Cena akcji Gem Diamonds wynosiła w maju 2008 roku 1172 funty. Obecnie wynosi 180 funtów, to znaczy spadek w pół roku o -86%. W jaki sposób cena akcji firmy diamentowej mogłaby tak spaść, gdyby ceny diamentów rosły o +74% w skali rocznej?!
Zastanawiam się też, jak można prowadzić interesy w ten sposób - opierając je na kłamstwie? Gdyby prezes firmy sprzedającej w marketingu sieciowym proszki powiedział swoim ludziom:
- Mamy najlepsze proszki na świecie, ich sprzedaż rośnie o +74% rocznie!!!!!
To być może klaskaliby oni i cieszyli się jak dzieci, bo wierzyliby mu na słowo. Nikt nie będzie się czepiał słówek, jeśli cena proszku wynosi 20 złotych. Ale diamenty to nie proszki! Ktoś, kto myśli o inwestycji w diamenty, podejmował już wiele decyzji inwestycyjnych w życiu, przeglądał wykresy giełdowe, rozmawiał z doradcami. Być może takiego człowieka można zrobić w balona raz, tak jak banki nacięły małych biznesmenów na opcje. Ale to jest numer na raz, bo potem taki klient już do Ciebie nie wróci. Oraz opowie kilku tysiącom ludzi, czego się dowiedział.