Ayo, I'm tired of using technology

Dopadła mnie choroba. Zwykłe przeziębienie, ale utrudnia to pracę i logiczne myślenie. Mimo to, musiałem sprawdzić i odesłać zlecenia do klientów oraz odpisać na ich najpilniejsze e-maile. Poza e-mailami od klientów dostaję mnóstwo poczty od Czytelników oraz znajomych. Oczywiście, to wszystko jest miłe, ale dzisiaj po prostu nie byłem w stanie odpisać. Ponieważ nie odpisywałem, dostałem ponownie te same e-maile, czasem z pytaniem: "Wojtku, czemu nie odpisujesz?!". Ilość e-maili nawarstwia się, czyniąc odpisywanie na nie pełnoetatowym zajęciem. Poczułem, że jestem zmęczony całą tą technologią, stąd tytuł notatki. Przez e-maile, gadu-gadu i telefony komórkowe mało kto zastanawia się, czy osoba po drugiej stronie jest w nastroju i sytuacji do porozmawiania. Jeśli nie dostajemy odpowiedzi zwrotnej, ponawiamy kontakt, domagając się potwierdzenia odbioru. Telefon komórkowy jest chyba najbardziej inwazyjną formą kontaktu, zakłócającą spokój i czas prywatny rozmówcy. W rozmowach przez telefon komórkowy chcąc-nie chcąc, uczestniczą też przypadkowi słuchacze. Kiedy na ulicy czy w autobusie słyszę telefon komórkowy, najczęściej pierwsze zdanie to: "jestem na ulicy Takiej-a-takiej" "jestem w autobusie", co wskazuje, że dzwoniący natarczywie chce dowiedzieć się, gdzie jest osoba po drugiej stronie smyczy. Irytujące są rozmowy o sprawach osobistych, omawianie chorób a nawet publiczne łkanie do słuchawki. Osobiście nie lubię komórek, wolę spotkać się twarzą w twarz, żeby porozmawiać.
"Ayo, I'm tired of using technology
I need you right in front of me"

Kiedy człowiek jest chory, to lubi sobie pomarudzić, więc rozumiejąc to, już przestaję. ;-) OK, to teraz o finansach. 12 lat temu, jeszcze jako student, zacząłem pracować w firmie brokerskiej, sprzedającej polisy ubezpieczeniowe. Firmy ubezpieczeniowe i brokerzy działają często jak firmy marketingu sieciowego. Masz wypisać wszystkich swoich znajomych i przekręcić ich na produkt, który sprzedaje Twoja firma. Na samym początku listy musisz być Ty sam, ponieważ "skoro wierzysz w produkty naszej firmy, to musisz sam je kupić".
Tak więc jako studenciak o skromnych dochodach szarpnąłem się na polisę ubezpieczeniową na dożycie. Kiedy osiągnę wiek 65 lat, to będę mógł odebrać uskładany kapitał, albo pobierać dożywotnią rentę (tak nam obiecywano, ale firmy ubezpieczeniowe nie podejmują się tego). Poza zbieraniem kapitału polisa zawierała ubezpieczenia od wielu ryzyk: śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku, trwałego inwalidztwa czy niezdolności do pracy. Patrząc na to dzisiaj, uważam że polisy ubezpieczeniowe na dożycie są bezsensowne. Ubezpieczenie to ubezpieczenie, od zbierania na emeryturę są fundusze inwestycyjne. Ale skoro podjąłem się tego programu, będę go ciągnął dalej, tym bardziej, że to nie tylko inwestycja, ale ochrona przed różnymi ryzykami.
Dzisiaj otrzymałem list z towarzystwa (PZU Życie), który zaczyna się następująco:

"Wysokość sumy ubezpieczenia i składki w Pana polisie nie ulegnie zmianie pomimo silnych wahań na rynkach finansowych, odnotowanych w 2008 r. Posiadany przez Pana produkt zapewnia bowiem ochronę przed spadkami w czasach bessy poprzez zagwarantowanie wysokości świadczeń i składek przez cały okres trwania umowy". Następnie dodano, że ze względu na brak możliwości wypracowania dodatkowego zysku, polisa nie podlega w tym roku indeksacji.
I to było ciekawe. Fundusze inwestycyjne potraciły -60% pieniędzy swoich klientów, a moja polisa zachowała swoją wartość. A więc jednak jest między nimi jakaś różnica.
Inna sprawa, że gdybym teraz chciał się wycofać z tej polisy na dożycie, to otrzymałbym ok. 66% wpłaconych składek (tzw. kwota wykupu). Chodzi o to, że na samym początku trwania polisy towarzystwa ściągają wszystkie możliwe opłaty i prowizje dla swoich agentów (w tym wypadku - dla mnie). Z każdym rokiem kwota wykupu rośnie, ale dopiero w roku wygaśnięcia ubezpieczenia zrówna się ona z wpłaconymi składkami.

Wraz z tym listem, PZU Życie przysłało mi także ulotkę nowego ubezpieczenia na ryzyko śmierci w wypadku komunikacyjnym. Jego cena to 0,8 złotego rocznie za każde 10 tys. ubezpieczenia. Nową składkę wyliczono tak, jakbym już zgodził się na ten produkt. W sumie to sprytne - ilu klientów nie zgodzi się na dołączenie tego produktu do ubezpieczenia? A tak, nowe blankiety składek już uwzględniają sprzedaż. Ale dla mnie ta polisa to właśnie ubezpieczenie od ryzyk, a nie odkładanie na emeryturę. Na emeryturę odkładam sobie samodzielnie, inwestując na giełdzie.

Podsumowując: jeśli kupujemy polisę ubezpieczeniową, niech to będzie faktycznie ubezpieczenie od ryzyk. Przyszłość jest niewiadoma, warto zabezpieczyć swoją rodzinę przed finansowymi skutkami swojej śmierci. Ale jeśli ktoś chce odkładać na emeryturę za pomocą polisy ubezpieczeniowej, to chyba tańsze będzie samodzielne inwestowanie (ponieważ przez pierwsze lata składki nie są inwestowane, tylko idą na opłaty).