Astrobiznes

   English page
Logowanie
Logowanie do stron klubu
Prezentacja flash - Międzyzdroje

Czytelnia Astrobiznesu

W serwisie

Ostatnio na forum

Opinie użytkowników

Wpis polityczny

Artykuł został dodany 10-10-2011 przez Wojtek Suchomski

Głosując w wyborach, głosujesz na partyjne egregory*, nie na ludzi.

Kampania wyborcza ostatnio całkowicie opanowała życie wielu Polaków, politycy próbowali nam wmówić, że wybory są "niezwykle ważne" a naszym "obywatelskim obowiązkiem" jest oddanie swojego głosu w wyborach. W zapędzanie ludu do urn włączyli się także (podobno) niezależni dziennikarze jak Tomasz Lis czy Kuba Wojewódzki oraz inne media, strasząc zwycięstwem opozycyjnej partii. Wszystko to było tak żałosne, że z przyjemnością nie wziąłem udziału w wyborach, podobnie jak 51% Polaków uprawnionych do głosowania. Ten wpis ukazuje się demonstracyjnie po wyborach, aby udowodnić moją bezstronność i obiektywność.

Mimo że polityka bardzo rzadko gości na blogu Astrobiznes, postanowiłem napisać kilka refleksji powyborczych. Uprzedzam, że ten post stoi w całkowitej sprzeczności wobec tego, co mówią upartyjnione media i jest negacją tego, co jest rzekomo naszym "obywatelskim obowiązkiem". Chrzanić obywatelskie obowiązki, skoro nie są szanowane nasze obywatelskie prawa.


Źródło: hopaj.pl

Wybory wygrała dotychczas rządząca partia, czyli Platforma Obywatelska. Zdobyła ona 39,19% głosów tych Polaków, którzy zechcieli udać się do urn. Ponieważ do głosowania uprawnionych jest 30,612,295 osób a frekwencja wyniosła 48,85%, oznacza to że w wyborach wzięło udział 14,954,106 osób, z których 5,860,514 głosowało na Platformę Obywatelską. Wystarczyło więc 19% zdyscyplinowanych wyborców, aby Platforma Obywatelska zdobyła 45% miejsc w parlamencie, dzięki proporcjonalnej metodzie d'Hondta, faworyzującej duże ugrupowania. Czy ja mówię, że to źle? Ani dobrze, ani źle, zawsze byłem zwolennikiem zasady, że zwycięzca bierze wszystko. Ale czy dzięki temu będzie się żyło lepiej zwykłym Polakom? Jestem przekonany, że nie. Rządząca partia była u władzy przez ostatnie cztery lata a od ponad roku ma pełnię władzy dzięki swojemu Prezydentowi. Mając pełnię władzy powinna uczynić prawo o wiele przyjaźniejszym dla zwykłych obywateli, przecież "swój" Prezydent nie będzie wetował ustaw. Niestety tak nie jest, ponieważ partie przestały już reprezentować obywateli, stały się samodzielnymi, spragnionymi władzy tworami (egregorami), dla których my-wyborcy jesteśmy już tylko pożywieniem.

Nie chcę już pastwić się nad niespełnionymi obietnicami Platformy Obywatelskiej z poprzednich wyborów, bo przed wyborami politycy obiecają wszystko, niczym narkoman na głodzie. W ich przypadku narkotykiem jest władza, chęć pokazania się w telewizji i świadomość wejścia do "wyższej" kasty oraz wysokie uposażenie, o czym poniżej. W tym wpisie chciałbym tylko popastwić się nad jednym ze sztandarowych punktów programu "4 x TAK", pod którym w 2005 roku Platforma Obywatelska zbierała podpisy pod referendum. Jednym z tych punktów była likwidacja Senatu i zmniejszenie liczby posłów Sejmu o połowę. W Polsce, kraju co najwyżej 37 milionowym, zasiada w Sejmie 460 posłów, plus 100 senatorów. W Stanach Zjednoczonych, kraju przynajmniej 311 milionowym, zasiada w Kongresie 435 reprezentantów, plus 100 senatorów. Gdyby stosować "polskie" proporcje władzy do liczby ludności, w Kongresie amerykańskim powinno zasiadać 3.866 reprezentantów, dlaczego nie?

Niedawno sprawdzałem plotkę, że o ile we wszystkich dzielnicach Warszawy jest 407 radnych, w radzie Los Angeles jest 20 radnych. Rzeczywiście była to przesada, Los Angeles ma tylko 15 radnych, można ich wszystkich poznać TUTAJ. W Los Angeles mieszka 4,2 miliona ludzi, Warszawa ma 1,7 mln mieszkańców i zdaniem ustawodawców absolutnie nie dałaby sobie rady, gdyby zmniejszyć liczbę radnych chociaż o połowę. Polskie przepisy stanowią, że liczba radnych może co prawda wynosić 15 osób ale w miastach co najwyżej do 20 tysięcy mieszkańców. Analizując problem dokładniej, 407 warszawskich radnych jest łącznie w 20 radach: Radzie Warszawy, 11 radach gmin i 7 radach dzielnic. W Radzie Warszawy zasiada 60 radnych. Próbowałem zrozumieć ten niesamowicie zagmatwany system, ale na trzeźwo, bez wódki wypitej z partyjnym działaczem, jest to bardzo trudne.

Zostawiłem Warszawę i zainteresowałem się, ilu radnych jest w mojej rodzinnej Łodzi. Otóż proszę Państwa, malutka Łódź ma 43 radnych, prawie trzy razy tyle, co wielkie Los Angeles. Lista łódzkich radnych znajduje się TUTAJ. Kliknąłem losowo na nazwisko radnego Balcerka, które skojarzyło mi się z jednym z bohaterów Alternatywy 4. W Los Angeles radni reprezentują jeden z piętnastu okręgów-dzielnic. Nie dowiedziałem się, którą dzielnicę reprezentuje radny Balcerek, ponieważ wyeksponowano tylko "Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości". Kliknąłem na kolejne nazwisko, tym razem był to radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Powoli zaczynało do mnie docierać - nawet na poziomie lokalnym radni nie reprezentują swoich wyborców i nie zajmują się problemami swoich dzielnic. Oni reprezentują swoje partie i to partie zawierają ze sobą koalicje w jakiś super-ważnych kampaniach politycznych na poziomie lokalnym. Radni, czy też posłowie zapominają o swoich wyborcach natychmiast po zakończeniu wyborów.



Zastanawiałem się, czemu stanowiska partyjne, polityczne, administracyjne i samorządowe są tak rozrośnięte w Polsce, skoro w warszawskim samorządzie lokalnym zasiada 407 radnych, a w Sejmie aż 460 posłów. Chodzi z pewnością o sławetną "liczbę szabel", potrzebną w rozmaitych głosowaniach politycznych na zastępcze tematy. To ugrupowanie, które zmobilizuje większą "liczbę szabel", wygrywa. Ale nie tylko to jest najważniejsze. Wbrew pozorom to nie my wybieramy sobie posłów, ale wybiera ich Donald Tusk, Jarosław Kaczyński i inni przywódcy partii politycznych. Dosłownie kilka osób w państwie! Wybierają ich, decydując o miejscu na liście wyborczej. Przez jakiś czas łudziłem się, że akcja "nie głosuj na pierwszego na liście" zaskoczy i do Sejmu (wreszcie) wejdą nowi ludzie. Jak zwykle do Sejmu weszli ci, którzy byli na pierwszych miejscach list wyborczych, co najwyżej w nieco zmienionej kolejności. Sprawdziłem okręg łódzki: Kwiatkowski zajmował 3 miejsce na liście, wszedł jako pierwszy, Godson był piąty na liście, wszedł jako drugi, Grabarczyk był pierwszy na liście, wszedł jako trzeci, Katarasińska była druga na liście, weszła jako czwarta, Niemczyk była siódma na liście, weszła jako piąta. Na ostatnim, dwudziestym miejscu listy był ktoś o nazwisku Jarosław Piotr Stolarczyk. Jakie szanse na fotel sejmowy miał ten człowiek? Na co liczył, zgadzając się na dwudzieste miejsce? Co powinien zrobić dla swojej Partii aby wyprzedzić na liście takich dinozaurów polityki jak Cezary Grabarczyk czy Iwona Śledzińska-Katarasińska? Świetnego wywiadu na ten temat udzielił Zbigniew Hołdys "Nie będę głosował na kretynów":

"W każdej partii znajdę ślady fajnego programu, ale nie znajduję nowych wartościowych ludzi na szczytach. Nie mogę zmienić wodzów, którzy są przekleństwem dzisiejszej polityki. Weźmy za przykład Jurka Owsiaka, który stroni od polityki, ale załóżmy, że zechciałby kandydować do Sejmu. Co musiałby zrobić? Wejść w łaski Jarosława Kaczyńskiego lub Donalda Tuska, bo to oni będą go wpisywali na listę, jak Arłukowicza. Sam nie może wystartować, gdyż nie będzie miał pieniędzy na kampanię i nie wolno mu ich zbierać. A te partie mają do dyspozycji 100 milionów jedna i 150 milionów druga. Gdyby już Owsiak wszedł w łaski jednego czy drugiego wodza, to ten wódz zdecyduje, czy da Owsiakowi tysiąc złotych na kampanię czy pół miliona i to z moich pieniędzy podatnika! To chore. Owsiak musiałby pełzać wokół stóp jednego z panów i czyścić im buty, by wkupić się w ich łaski. To poniżające, nikt wartościowy nie zniesie takiego traktowania. "

Kandydaci na posłów zrobią dla swoich partii wszystko, ponieważ jako posłowie otrzymują 9892 zł brutto uposażenia podstawowego a do tego nieopodatkowana dietę – 2473 zł. Dodatkowo posłowie otrzymują 11 650 zł ryczałtu na prowadzenie biura poselskiego (źródło: Sejm RP). Do tego partie otrzymują rocznie z budżetu państwa 114 mln złotych dotacji. Partie nie są więc zainteresowane zmniejszeniem liczby posłów, radnych czy w ogóle administracji. Przecież im większa liczba stołków, tym większe wpływy danej partii w kraju a zadaniem wyborców jest firmowanie takiego stanu rzeczy, biorąc udział w wyborach.

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób czytających ten artykuł będzie rozczarowanych lub oburzonych pomysłem bojkotu wyborów. Przecież nasi ojcowie i dziadowie WALCZYLI o wolną Polskę i możliwość wyboru swoich przedstawicieli... i tak dalej, cały ten propagandowy bełkot jakiego pełno w mediach. Powtórzę więc jeszcze raz, system wyborczy w Polsce został tak skonstruowany, aby służyć liderom partii a nie zwykłym obywatelom i dopóki tak będzie, nie ma sensu go wspierać swoim udziałem w wyborach.

*Egregor - jest to duch określonej społeczności. W okultyzmie termin egregor oznacza „byt astralny, w istocie pusty, pozbawiony duszy, kradnący energię i duszę ludziom, którzy uczynili zeń przedmiot kultu”. Więcej na ten temat: TUTAJ.
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Astrobiznes oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

Ostatnie komentarze na forum (3/7)

Nie pamiętasz hasła? Przypomnij je.

 




Baza danych jest pusta. Zapraszamy wkrótce.