Astrobiznes

   English page
Logowanie
Logowanie do stron klubu
Prezentacja flash - Międzyzdroje

Czytelnia Astrobiznesu

W serwisie

Ostatnio na forum

Opinie użytkowników

Margin Call - recenzja

Artykuł został dodany 24-10-2011 przez Wojtek Suchomski

Film o krachu giełdowym w 2008 roku.

W dzisiejszych czasach coraz więcej inwestorów posługuje się dźwignią finansową, aby zwielokrotnić swoje zyski. Wystarczy wpłacić depozyt, aby poprzez instrumenty pochodne kontrolować papiery wartościowe o 10-krotnie wyższej wartości. W przypadku instytucji finansowych, takich jak banki inwestycyjne, posługiwanie się dźwignią finansową jest normą, co więcej, nawet banki komercyjne w których deponujemy pieniądze na lokaty, odprowadzają jedynie 3% środków na rezerwy. Gdyby wszyscy klienci pojawili się tego samego dnia w bankach, udałoby się im wypłacić jedynie 3% swoich pieniędzy...

Ale nie o tym chciałem dzisiaj pisać. Tematem mojego dzisiejszego wpisu jest film "Margin Call". Tytuł filmu oznacza wezwanie do uzupełnienia depozytu w sytuacji kiedy saldo rachunku spadnie poniżej wymaganego poziomu depozytu obowiązkowego. Może to odnosić się do dwóch sytuacji: kiedy wahania na rynku są tak duże, że rosnące ryzyko skłania instytucję nadzoru do podniesienia poziomu depozytu albo kiedy inwestor wtopił na inwestycjach tak bardzo, że "wyzerował" stan swojego konta. W filmie Margin Call, analityk oceny ryzyka wielkiej instytucji finansowej odkrywa, że jego firma zaangażowała bardzo dużo kapitału w ryzykowne instrumenty pochodne, oparte na kredytach hipotecznych. Są to bardzo dochodowe papiery, ale wahania rynkowe są tak silne, że w poprzednich dwóch tygodniach firma kilkakrotnie otarła się o ryzyko niewypłacalności. Mimo że na giełdzie nikt jeszcze nie wie, jak trudna jest sytuacja tej instytucji, w czasie nocnego zebrania zostaje podjęta decyzja o niezwłocznej i całkowitej likwidacji zajmowanych pozycji. Wywołuje to krach na giełdzie...



Nasuwają się oczywiste podobieństwa do załamania rynków finansowych jesienią 2008 roku po upadku banku Lehman Brothers, czwartego pod względem wielkości banku inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych. Reżyser wzmacnia te skojarzenia nazwiskiem prezesa Johna Tulda (granego przez przypominającego go Jeremy Ironsa), podczas gdy prezes Lehmana nazywał się Richard Fuld, akcja także osadzona jest w Nowym Jorku w 2008 roku, no i przede wszystkim przyczyną ostatniego kryzysu były ryzykowne derywaty oparte na kredytach hipotecznych.



Film może podobać się ze względu na mroczny klimat (cała akcja rozgrywa się w nocy) podkolorowany dyskretnie niepokojącą muzyką, obsadę aktorską złożoną z wielkich gwiazd: Kevin Spacey, Paul Bettany, Demi Moore, Jeremy Irons, Zachary Quinto, Stanley Tucci, czy wreszcie próbę wyjaśnienia: "o co w tym całym kryzysie do cholery chodzi".

Ale momentami film jest trochę naiwny. Na przykład wtedy kiedy zwolniony z pracy risk manager podaje chyłkiem pendrive młodemu analitykowi Peterowi (Zachary Quinto) sugerując aby spojrzał na te dane i "uważał". Jego "odkrycie" brzmi trochę tak, jakby nikt wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że instytucja spekuluje bańkami mydlanymi, żądając za nie coraz wyższych cen. I oto nagle genialny naukowiec rozgryza ten "sekret", a młody szczawik w ciągu godziny dokańcza obliczenia i odkrywa ze zgrozą ("Fuck me!"), że aktywa firmy są bezwartościowe. Następnie szef Petera, Sam (Kevin Spacey) prosi o wyjaśnienia obliczeń, bo "wiesz że nie ogarniam tych zagadnień". Wiem, że w filmach amerykańskich naukowcy zawsze muszą tłumaczyć jakimś policjantom albo żołnierzom złożoność problemu, aby zbudować tło wydarzeń, ale trudno uwierzyć, że szef zespołu traderów dotąd wciskał klientom toksyczne aktywa nie wiedząc jak bardzo są toksyczne. Potem biedny Peter jeszcze raz musi tłumaczyć złożoność tych zagadnień diabolicznemu prezesowi Fuldowi Tuldowi, który jest w firmie od początku jej istnienia. No ale dobrze, czepiam się, musieli przecież jakoś wyjaśnić widzom na czym polegała groza położenia Lehman Brothers tego banku inwestycyjnego.

W filmie pada dużo gorzkich słów o rozrzutnym stylu życia traderów. Dwóch z nich siedzi w klubie nocnym popijając drinki i zastanawiając się czy dziewczyna rozbierze się za 1500 czy 2000 dolarów. Ich starszy kolega Will (Paul Bettany) zarobił w minionym roku 2,5 miliona dolarów, ale zdołał z nich zaoszczędzić tylko 40 tysięcy, bo reszta poszła na "hipotekę, samochód, ubrania i dziwki". W finałowej scenie wielki szef Tuld siedzi samotnie w luksusowej restauracji "na dachu świata", zastanawiając się "jak zarobić na tym bałaganie". Wygląda to trochę jak obwinianie finansistów ze szklanych wieżowców o narobienie bałaganu aby zarobić a potem przeżreć zarobione na tym miliony. Dla mnie to trochę naiwna wersja zdarzeń, zresztą sam reżyser tonuje ją słowami Willa: "Amerykanie będą wściekli na Wall Street z powodu krachu, ale dopóki płynęły pieniądze nikt nie pytał skąd się brały". Zanim wybuchł kryzys finansowy miliony ludzi kupiło sobie domy i samochody, mimo że nie stać ich było na ich kupienie, nie mieli nawet pieniędzy na pierwszą ratę kredytu.



Duże wrażenie zrobiła na mnie scena, kiedy Peter mówi do kolegi w taksówce: "Popatrz na tych wszystkich ludzi. Nie zdają sobie sprawy z tego, co wkrótce nastąpi", mając na myśli krach giełdowy następnego ranka i jego konsekwencje. Nawet gdyby Peter wysiadł z taksówki i zaczął krzyczeć o kryzysie, popatrzyliby na niego z niedowierzaniem i odwróciliby się w swoją stronę. W filmie cały zarząd firmy wiedział, że następnego dnia będzie krach, ponieważ to właśnie oni podjęli decyzję o natychmiastowej likwidacji zajmowanych pozycji za gotówkę. Wiedzieli, że taka decyzja wywoła panikę na rynku, czyli sami ten krach spowodują. W filmie obserwujemy cały dzień handlu skompresowany do dwóch minut ze zmieniającym się zegarem i coraz bardziej nerwowymi telefonami dealerów. Początkowe "cześć śliczna, mam dla ciebie okazję z -4% zniżką", "moja strata to twój zysk" spotyka się z coraz mniej życzliwym odzewem "co wy tam kurwa wyprawiacie!", aż ostatnie transakcje są zawierane z -50% upustem. Tak bardzo toksyczne były aktywa i tak desperacko potrzebował gotówki filmowy bank.

Prawdziwy Lehman Brothers upadł w 2008 roku, ponieważ utrzymywał zbyt dużo ryzykownych papierów, których nikt już nie chciał. W łańcuszku szczęścia płaci ostatni, który już nie znalazł kolejnych naiwnych. Tak się złożyło, że we wrześniu 2008 roku ostatnim naiwnym był Lehman Brothers. Nie mieli już gotówki aby gwarantować ubezpieczenia kredytów hipotecznych i nie byli w stanie jej pozyskać. Nikt nie rzucił im liny ratunkowej, jak to się stało później w przypadku szeregu innych instytucji finansowych "zbyt dużych aby upaść".

Podsumowując, film jest wart obejrzenia, ale dobrze znać wcześniej tło wydarzeń z września 2008 roku aby nie pogubić się w złożoności filmowych dialogów. Nawet jeśli nie dowiemy się z niego ostatecznie jaka była przyczyna kryzysu finansowego, to być może zaciekawimy się na tyle, aby poszukać w Internecie więcej informacji na temat aktywów zabezpieczonych kredytami hipotecznymi.

Zdjęcia w tekście są zrzutami ekranu z oficjalnego trailera "Margin Call".
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Astrobiznes oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

Ostatnie komentarze na forum (3/4)

Nie pamiętasz hasła? Przypomnij je.

 




Baza danych jest pusta. Zapraszamy wkrótce.