Astrobiznes

   English page
Logowanie
Logowanie do stron klubu
Prezentacja flash - Międzyzdroje

Czytelnia Astrobiznesu

W serwisie

Ostatnio na forum

Opinie użytkowników

Kilka refleksji o złocie

Artykuł został dodany 15-05-2010 przez Wojtek Suchomski

1000 euro za uncję złota. Czy to nadal złoty interes?

Ile wynoszą polskie rezerwy złota?

Niedawna panika na giełdzie amerykańskiej oraz obawy o przyszłość euro wywindowały ceny złota do rekordowego poziomu 1248 dolarów za uncję. Po raz pierwszy złoto osiągnęło też psychologiczną barierę 1000 euro za uncję, co oznacza wzrost o +25% w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ponieważ nasze rezerwy dewizowe gwałtownie wzrosły przez ostatni rok (o +38% kwiecień '10 do kwietnia '09) skojarzyłem, że może NBP dokupił trochę złota. Pamiętacie może Państwo artykuł, zamieszczony na starym blogu: "Czy Balcerowicz wyprzedał polskie złoto?", który to artykuł miał ogromną oglądalność. W artykule tym chwaliłem zapobiegliwość pani Gronkiewicz-Waltz, która podczas swojej prezesury NBP podjęła w czerwcu 1998 roku decyzję o zakupie 2 mln 375 tys. uncji złota troy, po jednych z najniższych cen tamtych lat - 290 dolarów za uncję. Łącznie rezerwy złota monetarnego doszły do 3,3 mln uncji. Wraz z hossą internetową złoto taniało, w 2000 roku traciliśmy na tej złotej inwestycji -5%, ale w połowie 2010 roku widać, że opłaciła się, bo zysk wynosi ponad 300%. Niestety, przez ostatnie 10 lat wzrostu cen złota, NBP nie zwiększał swojego zaangażowania w żółty metal, obecnie wartość naszych złotych rezerw wynosi 3,9 mld dolarów (4,4% wartości wszystkich rezerw), czyli nadal skromne 3,3 mln uncji. Tutaj można pobrać ze strony NBP dane źródłowe jak zmieniały się przez lata nasze rezerwy dewizowe (plik Excel 97 KB).

Dlaczego polski bank centralny nie kupił więcej złota?

Bank centralny ma inne zadania i cele, niż fundusz inwestycyjny. Rezerwy dewizowe są poduszką bezpieczeństwa gwarantującą, że gdyby zagraniczni wierzyciele sektora rządowego, banków i przedsiębiorstw zażądali od nich spłaty zobowiązań, wystarczyło rezerw na wszystkie spłaty. NBP musi uwzględniać kryterium płynności i nie może za bardzo spekulować tymi pieniędzmi. O ile nasze krótkoterminowe zobowiązania to około 50 mld euro, rezerwy walutowe to 66,5 mld euro (na koniec kwietnia), czyli rezerwy wystarczyłyby z nadwyżką na żądanie natychmiastowych spłat zobowiązań. Większość rezerw (75%) jest utrzymywana w papierach wartościowych, przynoszących pewien niewielki dochód, ale pewna część jest utrzymywana w gotówce (około 5 mld euro), jak sama nazwa wskazuje gotowych do rzucenia na rynek w razie ataku spekulacyjnego lub paniki walutowej. Połowę rezerw walutowych NBP trzyma w euro, połowę w dolarach, no i wspomniane już 4,4% w złocie. W rankingu światowych rezerw walutowych jesteśmy na 20 miejscu, przed Wielką Brytanią (25 miejsce) Australią (38 miejsce) czy Hiszpanią (45 miejsce). Jeśli chcesz zobaczyć ranking krajów pod względem rezerw dewizowych KLIKNIJ LINK. Gorzej wypadamy w rankingu krajów posiadających złoto, tutaj jesteśmy dopiero na 32 miejscu, wyprzedza nas zarówno Wielka Brytania (16 miejsce), czy Hiszpania (18 miejsce). Jeśli chcesz zobaczyć ranking "złotych krajów" KLIKNIJ LINK. Przeglądając ten ranking, rzuca się w oczy udział złota w rezerwach mocarstw: USA ma 69% rezerw w złocie, Niemcy 65% a Francja 64%.
Podsumowując powyższe wywody - polski bank centralny od lat nie jest zainteresowany powiększaniem pozycji na złocie, wystarczy nam 3,3 mln uncji, czyli 4,4% rezerw dewizowych. Jak się domyślam, reszta jest przygotowana na ewentualny atak międzynarodowych spekulantów.

Złoto miarą zaufania do walut

Kiedy we wrześniu 2008 roku zapanowała gorączka płynności i każdy gwałtownie poszukiwał dolarów, spadała nawet cena złota. Z powodu utraty płynności upadł wtedy bank inwestycyjny Lehman Brothers a bliskie upadku były też inne instytucje finansowe, w tym "niezatapialna" AIG. Wtedy amerykańska Rezerwa Federalna wprowadziła różne programy pomocowe (TARP) a instytucje przestały się obawiać utraty płynności. Dolar przestał być dobrem pożądanym, a w miarę drukowania kolejnych miliardów, jego wartość do euro i złota spadała. Potem pojawił się problem Grecji a co za tym idzie wiarygodności euro. W związku z tym tydzień temu ministrowie finansów strefy euro zapewnili, że w porozumieniu z Funduszem Walutowym wyłożą na stół 750 mld euro, jeśli któryś z krajów UE będzie miał problem z wypłacalnością. Zmuszono Europejski Bank Centralny do wykupywania obligacji krajów-bankrutów, które nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia. Na wieść o ograniczeniu niezależności EBC, cena złota wzrosła skokowo.



Jest to ewidentny dowód braku zaufania obywateli do papierowych banknotów, które rządy każą nazywać pieniądzem. Jeśli rząd drukuje więcej papierków, niż kraj jest w stanie wyprodukować dóbr, to w końcu producenci się zorientują w sytuacji i podniosą ceny. Dlaczego mają przyjmować papierki, które są warte coraz mniej, za które można kupić coraz mniej dóbr i usług? Najbardziej wrażliwym wskaźnikiem tego zaufania jest cena złota. Jeśli w ciągu pół roku cena złota, wyrażona w euro, wzrosła o +42%, to znaczy że zaufanie do euro spadło dokładnie o tę samą wartość. I na nic zdadzą się zapewnienia eurokraty Lewandowskiego, że zmuszenie ECB do wykupu śmieciowych obligacji było spowodowane "stanem wyższej konieczności". Nawiasem mówiąc, instytucje europejskie posiadają cudowną moc przemiany polityków, skoro skrajny liberał J. Lewandowski, stał się teraz eurosocjalistą. Spadek wartości euro do złota nie musi się utrzymać w nieskończoność. Należy mieć na uwadze, że jeśli europejscy politycy nagle otrzeźwieją i przywrócą zęby Europejskiemu Bankowi Centralnemu albo podniesione zostaną stopy procentowe, to zaufanie inwestorów do euro powróci. Ale czy jest to możliwe?

Moim zdaniem zaufanie inwestorów do euro ani dolara zostało trwale utracone. Wyrządzono już zbyt wiele szkód, politycy zbyt bardzo nadużyli zaufania obywateli, aby nagle złoto miało przecenić się do 660 euro czy 900 dolarów. Przechodzimy obecnie najcięższe tranzyty planet od wielu dziesiątków lat, na przykład opozycja Saturna do Urana to typowy aspekt utraty zaufania do elit, a przecież czeka nas kilka innych ciężkich połączeń planet (np. kwadratura Urana do Plutona). W tej sytuacji warto zastanowić się, czy część oszczędności zamienić na złoto.

Czy kupować złoto?

Zdaję sobie sprawę, że ostatnio pojawia się wiele artykułów o złocie, gdzie je kupić i jakie są perspektywy wzrostu jego ceny. Część analityków wyciąga z tego wnioski, że skoro złotem zainteresowały się popularne gazety i tzw. prosty lud, to przesilenie jest blisko. A tymczasem ceny złota rosną. Gdybym nie interesował się astrologią, powiedziałbym pewnie, że skoro wszyscy interesują się złotem, to jesteśmy blisko szczytu. Każdy sam powinien zastanowić się, czy zamieniać posiadane banknoty NBP na złoto, sytuacja każdego Czytelnika jest inna, ja mogę tylko wyrazić swoją opinię, oraz streścić swoje decyzje inwestycyjne. Ponieważ spodziewam się, że czekają nas trudne czasy, dlatego osobiście trzymam 30% swoich oszczędności w złocie. Jest to mniej więcej tyle, ile rezerw utrzymuje w złocie Szwajcaria, może nie mocarstwo, ale kraj cieszący się zaufaniem inwestorów. Najlepszy dowód na to, że złoto zyskuje, kiedy rynki akcji załamują się, mieliśmy 6 maja, podczas mini-paniki na giełdzie w Nowym Jorku. W ogóle od 26 kwietnia, kiedy był ostatni szczyt na NYSE, złoto zyskuje (+6,9% do dolara, +13% do franka szwajc., +15,8% do euro i +17,9% do złotego). Przewiduję, że po 6 czerwca nastąpi jeszcze jedna fala wzrostowa na rynku akcji oraz umocnienie walut. W takiej sytuacji cena złota wejdzie prawdopodobnie w konsolidację lub może nawet lekko spadnie. Kiedy fala wzrostowa na rynkach akcji wygaśnie w lipcu, pozostałą część oszczędności zamienię po równo na dolary i złoto.

Gdzie najtaniej kupić złoto?

Tydzień temu Gazeta Wyborcza pisała, że popyt na złoto, sprzedawane przez Mennicę Polską, zwiększył się czterokrotnie, a niektórzy klienci kupują nawet po kilka kilogramów złota. Rekordzista kupił 25 kilogramów złota, w sztabkach o łącznej wartości 3 milionów złotych (po dzisiejszych cenach musiałby zapłacić 3,7 mln złotych, chyba że Mennica zaproponowała mu zniżkę). Zainteresowałem się tą informacją i sprawdziłem na stronach Mennicy, jaka jest ich prowizja od takiej transakcji. Jedna uncja troy (31,1 gram) kosztowała 14 maja 4 555 złotych. Ponieważ "Mennica gwarantuje odkupienie zakupionego wcześniej w Mennicy złota po London Gold Fixing", różnica między ceną sprzedaży a ceną skupu, jest prowizją Mennicy. Cena skupu 14 maja to 1 230 USD, czyli 3 983 zł, a więc prowizja Mennicy to 14,3%. Przy sprzedaży złota w tej firmie musielibyśmy jeszcze zapłacić jednego dolara od każdej sprzedawanej uncji oraz 2% podatku od czynności cywilno-prawnych. Czy można kupić złoto taniej?

Kupowaniu złota poświęciłem cały rozdział książki "Cykle planetarne na giełdzie", więc aby nie kopiować i wklejać tego tekstu powiem o najprostszym moim zdaniem sposobie: certyfikatach na złoto, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. Cała nasza prowizja od zakupu to 0,39% prowizji dla biura maklerskiego plus około 0,5% marży dla Raiffeisen Centrobank, który jest emitentem tych certyfikatów. Gdyby amator 25 kilogramów złota przeczytał wcześniej ten artykuł, zaoszczędziłby 400-500 tys. złotych. Być może wolał jednak bardziej namacalne aktywa, niż cyferki na rachunku inwestycyjnym. Kwestia gustu, ja osobiście wolę cyferki, ponieważ łatwiej (i taniej) zamienić je z powrotem na banknoty NBP, gdybym niewłaściwie ocenił sytuację na rynkach i kupił za dużo złota.

Taki właśnie mam pomysł na lipcowe zakupy - połowę oszczędności przeznaczę na złote certyfikaty a połowę na kontrakty dolarowe. A potem zobaczę, co się stanie na rynkach finansowych i w ogóle w Polsce. Tymczasem od dwóch lat cena złota, wyrażona w złotych (PLN) podwoiła swoją wartość. Z jednej strony to zasługa NBP, który nie był zainteresowany dokupieniem złota, a z drugiej strony zasługa rządu, który radośnie powiększa deficyt budżetowy. W połowie 2010 roku dług publiczny wynosi 730 mld złotych i nadal rośnie. Oto cena złota w polskich złotych:


Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Astrobiznes oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.

Ostatnie komentarze na forum (3/5)

Nie pamiętasz hasła? Przypomnij je.




Baza danych jest pusta. Zapraszamy wkrótce.