Kiedy nadejdzie kryzys...
Artykuł został dodany 04-11-2007 przez Wojtek SuchomskiKiedy Polskę ogarnie kryzys gospodarczy?
Kilka lat temu, na starej stronie Astromarket napisałem astrologiczną prognozę dla Polski na najbliższe lata:
"W połowie 2010 roku (zwraca uwagę 4 sierpnia) zaczną być już wyraźnie widoczne przyszłe problemy, potrzebne będzie zdecydowane działanie, aby im zaradzić. 5 marca 2012 roku Uran wykona pierwszą kwadraturę do swojej początkowej pozycji a dodatkowo Pluton będzie w ścisłej koniunkcji do Słońca państwa. Ludzie u steru rządów będą musieli ciężko się napracować, aby przekonać społeczeństwo do swoich racji. Druga połowa roku 2013 (zwraca uwagę 21 lipca) będzie się niestety wiązała z trudną sytuacją gospodarczą i bezrobociem. W tym czasie Pluton tranzytujący Słońce Polski znajdzie się w opozycji do Jowisza. Opozycja Jowisza i Plutona w tranzytach jest zawsze dla polskiej gospodarki bardzo trudna - tak było w 1989 roku, w 2001 i tak będzie w 2013. Rok 2013 będzie tym trudniejszy, że Jowisz wykona koniunkcję do swojej pozycji natalnej, więc problemy będą duże i dobrze widoczne. Trudna sytuacja w Polsce będzie się wiązać z ogólnie nieciekawą sytuacją gospodarczą innych krajów - na przykład USA mają silnie obsadzony znak Raka a Wielka Brytania Koziorożca. Pluton będzie tranzytował znak Koziorożca zmieniając te gospodarki oraz kapitalizm jaki znamy. Ponieważ obecnie 83% Polaków jest niezadowolonych z sytuacji w Polsce, miejmy nadzieję że znajdą wreszcie ukojenie w 2024 roku, kiedy po tranzycie Plutona Polska będzie zupełnie innym krajem. A wtedy będziemy już być może rozważali zupełnie inny horoskop przyszłego państwa."
Wczoraj przeczytałem wywiad z Jerzym Hausnerem , który był wicepremierem w rządzie Millera. Hausner już ponad rok temu przewidywał nadejście kryzysu gospodarczego w Polsce. Jeśli uwzględnimy cykle gospodarcze, to jest to całkiem prawdopodobne, ale w tym niezwykle ciekawym wywiadzie Hausner zwraca uwagę na dodatkowe źródła problemów: bezmyślna polityka gospodarczo-społeczna rządu Kaczyńskiego. Oto fragment wywiadu:
"(...) Potem pojawi się inny, poważny
problem - polska gospodarka straci swoją przewagę konkurencyjną,
osłabiony zostanie wzrost gospodarczy, a wtedy z całą mocą wróci kryzys
finansowy.
Kiedy?
Chyba nikt tego nie
potrafi ocenić wprost. Ponad rok temu mówiłem, że w polskiej gospodarce
mamy spokój na 6 do 8 kwartałów. Te sześć kwartałów kończy się z tym
rokiem, a osiem w połowie przyszłego.
I podtrzymuje pan swoją prognozę?
Tak.
Napisałem wówczas, że pojawiająca się teza, że skoro politycy nic nie
robią, to dobrze dla gospodarki, jest tezą błędną. Bo w istocie nie
podejmując działań nie utrzymamy korzystnych tendencji i nie zatrzymamy
negatywnych. To się moim zdaniem dzieje. W związku z tym uważam, że rok
2007 jest apogeum koniunktury. Nie oznacza to, że zaraz w 2008 będziemy
mieli kryzys, natomiast wzrost będzie wolniejszy.
Pytanie - jak
szybko dynamika będzie spadać i drugie - jak szybko pojawią się
napięcia finansowe. Uważam, że poważne napięcia finansowe pojawią się
już w 2009 roku. Znajdziemy się wtedy w sytuacji przypominającej rok
2000, a w 2010 r. w sytuacji przypominającej rok 2001. "
Mam ochotę dorzucić jeszcze kilka innych prognoz, między innymi prognozę pana Leona Zawadzkiego , ale może nie każdy chce o tym czytać...
Na zakończenie powiem o piątkowej wizycie w banku pewnego długoletniego klienta. Pan Jenkins założył u nas konto w 1935 roku. Młodym ludziom trudno sobie wyobrazić że ludzie żyją tak długo, więc na początku myślałem że starszy pan się pomylił, że może to jego data urodzenia. A jednak nie! Pan Jenkins rzeczywiście założył sobie konto w 1935 roku, a obecnie ma 94 lata. Do banku przyjechał swoim skuterem, a dokumenty wypełniał sam, bez pomocy okularów.
Dokonałem w Excelu szybkiego obliczenia (formuła =FV(4%;72;-120;;1). Gdyby pan Jenkins odkładał co miesiąc 10 funtów, jedynie na 4%, to dzisiaj miałby 50 tys. funtów i mógłby do banku dojeżdżać Rolls-Roycem. W praktyce ludzie nie mają takiej wytrwałości, aby regularnie oszczędzać, zawsze pojawi się pokusa, aby ugryźć trochę oszczędności i tym samym zniweczyć potęgę procentu składanego.












