Dziennikarska "obiektywność"
Artykuł został dodany 21-06-2010 przez Wojtek Suchomski
Czy te wybory były aż tak ważne, aby fałszować sondaże wyborcze?
I znów wyniki wyborów zaskoczyły socjologów i Gazetę Wyborczą. Trzymam właśnie w ręku piątkowe wydanie tego dziennika, ostatniego przed ciszą wyborczą i oglądam zdjęcia dwóch kandydatów, prowadzących w sondażach przedwyborczych. Gazeta Wyborcza nie pozostawia złudzeń - Bronisław Komorowski wygra w pierwszej turze, ponieważ zagłosuje na niego 51 procent wyborców. Jarosław Kaczyński będzie mógł się cieszyć, jeśli zagłosuje na niego 33 procent wyborców. W artykule na pierwszej stronie zamieszczono także wykres poparcia dla obu kandydatów od 7 maja. Notowania obu kandydatów w tym czasie były stabilne i nie odbiegały od wyników ostatniego sondażu. "Zamiast walki przed drugą turą, będą wakacje" - cieszy się Gazeta Wyborcza. Obok artykułu o procentach, w prawej kolumnie znajdują się fragmenty wywiadu z Tadeuszem Mazowieckim: "Jarosław Kaczyński to polityk destrukcji", oraz że jego wybór grozi wojną polsko-polską itd. Pewien dziennikarz Wyborczej przez dwa tygodnie jeździł za sztabem Kaczyńskiego i polował na jego potknięcia, opisując to w codziennych artykułach. Oto zrzut ekranu z portalu Gazeta.pl na pół godziny przed rozpoczęciem ciszy wyborczej:
Tak więc Gazeta Wyborcza mocno się zaangażowała w poparcie dla Bronisława Komorowskiego i obrzydzanie Jarosława Kaczyńskiego. Mimo tego kandydat Platformy zdobył tylko 41% głosów, a kandydat PiS aż 37%. Nawet osoby mniej biegłe w matematyce widzą, że różnica wyników między kandydatami jest dużo mniejsza, niż prognozowane 18 (osiemnaście) punktów procentowych jeszcze kilka dni temu. Co się stało? Czyżby "przypadkowe społeczeństwo", zwane także "ciemnym ludem" znowu postanowiło zrobić niespodziankę swoim elitom? A może cyferki, którymi karmiono nas przed wyborami, były po prostu kłamstwem? Podobnie spreparowane wykresy i artykuły widzimy przed każdymi kolejnymi wyborami parlamentarnymi, samorządowymi i prezydenckimi. A potem wyniki wyborów są dramatycznie odmienne! Gdzie tu miejsce na dziennikarską obiektywność?
Odpowiedź jest prosta: w Polsce nie ma czegoś takiego jak dziennikarska obiektywność. Od czasu kiedy Adam Michnik powiedział słynne: "obiektywna jest tylko książka telefoniczna", każdy polski dziennikarz uznał za właściwe popierać tę, czy inną opcję polityczną. Jeśli we Francji czy Wielkiej Brytanii niezależne media uważa się za "czwartą władzę", patrzącą na ręce władzy ustawodawczej i wykonawczej, w Polsce takie określenie budzi pusty śmiech. Stwórzcie skorumpowany system, a ludzie już się do tego dostosują.
Na ekliptyce tworzą się właśnie ścisłe aspekty długo krążących planet. Układ, jaki pojawi się latem tego roku jest absolutnie wyjątkowy, praktycznie niepowtarzalny za życia pojedynczego człowieka. Dwie z planet tego układu: Saturn i Uran są w opozycji. Aspekt ten oznacza bunt wobec ustalonego porządku i dramatyczne próby utrzymania status quo przez dotychczasowe elity. Przykład tego mieliśmy podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Nie podejmuję się przewidzieć rezultatu starcia Saturna i Urana, to nie jest moim zadaniem. Wskazuję tylko na aspekt, który oznacza kwestionowanie dotychczasowego stanu rzeczy, krytykę, z której rodzi się konflikt. Raymond Merriman opisał skutki tego aspektu, że "co jest na dole, będzie na górze, a co jest wycenione w nadmiarze, znajdzie się na dnie". Być może tak będzie, rewolucje zwykle tak się kończyły, ale bardziej istotne wydaje mi się, że ludzie zaczynają przeglądać na oczy, zadawać pytania i buntować się.
Tradycyjne mass-media zauważyły, że tracą kontrolę nad informacją. Obecnie internauci potrafią samodzielnie wyszukać informacje, rozsiane po Internecie, a następnie poskładać je w całość, dyskutując na forach internetowych. Powstał problem, ponieważ informacja, podawana na portalu największej gazety, może być z łatwością skonfrontowana z faktami, a następnie ośmieszona. Dlatego mass-media zwróciły się do polityków. W USA przygotowano projekt ustawy, dający prezydentowi prawo do zablokowania Internetu prywatnym odbiorcom. Także nasz polski "biały Obama" miał zakusy na limitowanie dostępu do Internetu. Dopiero zmasowane protesty internautów zmusiły "obywatelski" rząd do wycofania się z tego projektu. Kontrola Internetu w Chinach i Korei Północnej jest faktem już od bardzo dawna, dawniej wydawało nam się, że w zachodniej demokracji jest to niemożliwe. Tak, nasi politycy zdali sobie sprawę, że Internet może być dla nich niebezpieczny. To jest właśnie opozycja Saturn (władza) do Urana (internet, społeczeństwo).
Zwracam uwagę, że dzisiejszy wpis nie dotyczy polityków. Już wielokrotnie deklarowałem, że polityka mnie nie interesuje. Także przykład Gazety Wyborczej jest pierwszy z brzegu, równie dobrze mógłbym posłużyć się przykładem pisowskiej Rzeczpospolitej (ach, to był kiedyś taki dobry dziennik!) czy Nowego Dziennika. Ten wpis dotyczy kryzysu polskiego dziennikarstwa, które jest chłopcem na posyłki polityków oraz mówi o zagrożeniu kontrolą Internetu. Musimy sprzeciwiać się kontroli Internetu przez polityków, ponieważ oznacza to utratę naszej osobistej wolności i prawa do rzetelnej informacji.
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Astrobiznes oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.












