"Nie mamy toksycznych aktywów"
Artykuł został dodany 10-11-2009 przez Wojtek Suchomski
Jak kończy się łapanie spadającego noża - studium przypadku Lloyds TSB.
Przez prawie rok byłem pracownikiem brytyjskiego banku Lloyds TSB i dlatego przez sentyment zwracam uwagę na informacje, jakie o nim napływają. Kiedy tam pracowałem, w wolnych chwilach śledziłem w serwisie Bloomberg rozwijający się kryzys finansowy, zwany "skurczem kredytowym". Pamiętam swojego kierownika, który na cotygodniowym zebraniu z pogardą mówił o "tak zwanym skurczu kredytowym", palcami robiąc znak cudzysłowu. Pamiętam list prezes banku, Amerykanki Terri Dial, która chwaliła się, że problemy finansowe "absolutnie nas nie dotyczą", że kryzys finansowy zrodził się z posiadania "toksycznych aktywów", których bank wcale nie ma. Kiedy pracowałem w Lloyds, upadł bank Northern Rock i szkolono nas, abyśmy wykorzystali tę sytuację, zachęcając klientów spłacających tam kredyty i wysyłających oszczędności, do przejścia do nas. Czułem, że nasz bank nigdy takie poniżenie nie spotka. W lutym 2008 roku odszedłem z banku, więc już nie otrzymywałem zapewnień o "całkowicie zdrowej sytuacji banku".Rok temu, kiedy 15 września 2008 roku upadł bank Lehman Brothers, w świecie finansów doszło do paniki. Wszystkie instytucje zaczęły gwałtownie poszukiwać gotówki. Zgodnie z prognozą astrologów finansowych na 2008 rok - Tima Bosta i Raymonda Merrimana "gotówka była królem". Wysychająca z rynku gotówka pozostawiła na mieliźnie kilka ociężałych kloców, którzy nie zdążyli w porę się upłynnić. Takim klocem okazała się grupa bankowo-ubezpieczeniowa HBOS, której kurs akcji gwałtownie zanurkował. Szefowie Lloyds wyczuli okazję do korzystnego przejęcia kolosa, którego przychody wynosiły w 2007 roku ponad 21 mld funtów. Mimo, że kupowanie bankruta mogło wyglądać jak łapanie spadającego noża, transakcja została dokonana błyskawicznie w ciągu jednego dnia (!), a zarząd był zachęcany do przejęcia przez samego premiera Gordona Browna. Badanie due-dilligence było szybkie i powierzchowne, zignorowano zupełnie możliwość dalszych spadków cen nieruchomości. Jak się później okazało, decyzja została podjęta zbyt pochopnie. Luminarze Lloyds nie zauważyli, lub nie chcieli zauważyć, że przejmują spory pakiet zagrożonych kredytów hipotecznych, które już jesienią 2008 spowodowały -10 mld funtów straty, ale później pogłębiły się ze względu na spadające ceny domów.
Po transakcji przejęcia HBOS, Lloyds TSB zmienił nazwę na Lloyds Banking Group w styczniu 2009. Ponieważ problemy grupy pogłębiały się, konieczne było skorzystanie z pomocy rządowej. W wyniku zasilenia kapitałów banku, rząd brytyjski ma obecnie 43% akcji grupy, ale szybko okazało się, że jej toksyczne aktywa przekroczyły 260 miliardów funtów (!). 3 listopada 2009 roku bank stanął przed koniecznością dalszego dokapitalizowania, ale pomoc państwa oznaczałaby przekroczenie 50% udziałów przez rząd. Aby uniknąć nacjonalizacji, zarząd zwrócił się do dotychczasowych udziałowców o otwarcie portfeli. Jednocześnie bank ostro ciął zatrudnienie. Dzisiaj Guardian podał, że pracę straci kolejnych 5 tysięcy pracowników, co oznacza, że od przejęcia HBOS pracę straci 11 tysięcy ludzi. Wkrótce bank zlikwiduje 600 swoich oddziałów. Tak więc połknięcie konkurenta okazało się bardzo niestrawne i tylko odwlokło masowe zwolnienia pracowników. Lloyds wziął do szalupy ratunkowej grubasa, który zagraża zatopieniem ich obu! I to mimo pomocy rządowej, która okazała się całkowicie nieskuteczna. Rząd brytyjski, zamiast pozwolić na upadek HBOS tylko kupił czas, przedłużając agonię banku o rok. Mógłbym pomstować, że to wszystko za pieniądze podatników, czyli także za moje, ale przecież ostatnio Bank Anglii dodrukował 75 miliardów funtów. Czyli to, co przekazano bankom, zostało wydrukowane, powiększając dług publiczny. Jak widać, pomoc okazała się mało skuteczna, bo Lloyds i HBOS pogrążają się w odmętach. O ile przez pierwsze półrocze 2008 roku Lloyds wypracował 2,78 mld funtów zysku, w pierwszym półroczu 2009 było to -4 miliardy funtów strat.
Jaki płynie wniosek z tej historii? Gdyby zarząd Lloyds TSB mógł cofnąć czas, zapewne nie łapałby spadającego noża, jakim okazało się HBOS, zatrute toksycznymi odpadami z rynku nieruchomości. Gdyby rząd brytyjski podlegał autentycznej kontroli obywatelskiej, prawdopodobnie nie podjąłby się ratowania bankruta. Obecnie udziałowcy Lloyds stoją przed decyzją dokapitalizowania banku. Jeśli spojrzymy na wykres akcji (zielony), to teraz to oni są w sytuacji łapiącego spadający nóż (dla porównania na czerwono wykres akcji banku Barclays, który w ogóle nie korzystał z pomocy rządowej):

Pomaganie ludziom w potrzebie jest szlachetne w codziennym życiu, w świecie finansów może być przyczyną poważnych problemów.
EDIT 24.11.09: w tekście pisałem o pomyśle dokapitalizowania banku przez obecnych akcjonariuszy, ale wtedy nieznane były szczegóły oferty. Dzisiejsza Wyborcza donosi, że akcjonariusze będą mogli kupować nowe akcje po wyjątkowo preferencyjnej cenie 37 pensów za sztukę, czyli za 1/3 obecnej ceny na giełdzie. Nawet przy obecnej cenie 0,9 funta roczny dochód z dywidendy wynosi 43%. To jest właśnie piękne w bessie, że pojawiają się wtedy takie oferty. U szczytu hossy 2007, kiedy jeszcze miałem przyjemność pracować w tym banku, akcje Lloyds TSB były notowane po 6 funtów za sztukę, czyli 16 razy więcej, niż obecnie oferowane 37 pensów za akcję. Ale podobne okazje zobaczymy jeszcze nie raz.
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Astrobiznes oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.












